poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Miłość Od Pierwszego Upadku VIII

W drzwiach stała rozpłakana Zosia.
- Lucyna! Wybacz! 
- Ale co Zosiu spokojnie. 



 Zosia nie odezwała się i wbiegła wtulając się w Lucynę.
Zapomniałam wspomnieć , że Zosia przefarbowała się dla tej nowo poznanej "osoby" w internecie na czerwień. 
- Ale powiedz , że Mi wybaczasz! Powiedz!
- Ale co?!
- Ty nie wiesz?
- Nie, nie wiem.
- To Mój tata prowadził te auto ciężarowe , co potrąciło Grzegorza.
- Co?! to ... Twwó ... j , Tata go Zabił ? (płacz)
- Ja nie wiedziałam , dopiero dziś się dowiedziałam , proszę wybacz Mi !!!
- Jja.. Jjaa :( Wybaczam.
- Dziękujee! Dziękuję!! Wybacz , że dopiero dziś przychodzę , nie wiedziałam z kim piszę , Norbert okazał się świnią! Nie chcę go znać , a kolor włosów niestety zostanie :( 
- Ale ładnie Ci! Wstań ze Mnie i napijemy się czegoś.
- Dobrze.
Dziewczyna udała się do kuchni a Zosia weszła do małego pokoju Lucyny. 
- Czego się napijesz?
- Herbaty z cytryną!
- Dobrzee!
Zosia zaczęła się rozglądać po pokoju i zobaczyła stertę rozwalonych zdjęć na biurku, wszystkie zdj. z wakacji ze szkoły , z Grzegorzem z Dawidem i grupowe było ich tak dużo. Lucyna zawołała ją dużego pokoju.
Zosia weszła i na jednym z krzeseł leżał różowy kocyk, ahhh. ten różowy kocyk
- Lucysia dalej go masz?
- Tak , dobre wspomnienia z nim mam.
Ahh tak dziewczęta zawsze jak było ciepło wychodziły na spacery rozkładały mały różowy kocyk i siadały na nim , rozmawiały godzinami o chłopakach, modzie, filmach po prostu o wszystkim. Zosia chwyciła kocyk i zaczęła się w niego wtulać, nie mal się rozpłakała.
- Zosia, Zosia, och ta zwariowana Zosia. Powtarzała Lucyna.
- Heh. wiem kochana wiem. A co tam wgl. u Oli i Oskara , widzę , że nikogo nie ma gdzie się wszyscy podziali.
- Ola dziś urodziła chłopczyka, małego słodkiego chłopczyka.
- Ah tak?! To super jak ma na imię?
- Dawid.
- Tak jak Flippy?
- Tak (uśmiechnęła się z zaszklonymi oczami)
Dziewczyny rozmawiały tak przez 2 godziny , Lucyna robiła Zosi fryzury , śmiały się wygłupiały, na twarzy Lucyny po raz pierwszy pokazał się uśmiech. Zrobiło się późno , Zosia musiała wychodzić do domu. Zosia wyszła i zaczęła kierować się do domu gdy nagle
coś strasznie zaczęło piszczeć jej w głowie, i usłyszała głos Flippiego
- Zosiu ! Zosiu !
- Aaaaa. kim Ty jesteś!?
- Flippiego Nie poznajesz?
- Czego chcesz?
- Zrobisz coś dla Mnie?
- Hem?
- Namów Lucynę aby przyjechała do Swojej ciotki. 
- Ale Ona jest w ciąży , nie może się przemęczać.
- Dobrze, ale chcę Ją zobaczyć.
- Zobaczyć?! Da się tak ?
- Tak. Powiedz Lucynie , że w lesie jest przejście , między dwoma wielkimi dębami, zaprowadź ją tam będę Ci wdzięczny.
- Dobrze.
Następnego dnia dziewczyna znowu odwiedziła swoją przyjaciółkę Lucynę.
- Cześć Zosia. Co tam ? 
- A dobrze. Wiesz dziś w nocy pomyślałam , może pojedziemy na weekend do Pani Marioli?
- Do Mojej zwariowanej ciotki?
- No tak.
- Czemu nie 
- Super. To ja polecę szybko się spakować i dziś może zostanę u Ciebie na noc ?
- Ale po co ?
- Pojechały byśmy jutro razem z rana
- No dobrze. 
- To za 30 minutek jestem.
Po chwili dziewczyny 
rozstały się, Lucyna weszła do pokoju aby spakować kilka przydatnych rzeczy. 
20 minut później...
Dziewczyny siedzą w salonie i czekają na rodziców Lucyny.
- To co powiesz Lucynko?
- A , że jakoś to się wszystko układa, chociaż strasznie Mi brakuje Grzegorza, jest Mi na prawdę ciężko.
- Rozumiem , ale pamiętaj zawszę masz Mnie. 
- Pamiętam kochana. A co Cię tak nagle podkusiło aby jechać do Mojej cioteczki ?
- A tak świeże powietrze, odpoczynek od zgiełku miejskiego.
- Hymm? coś za bardzo kombinujesz ale dobrze. 
- Jest już późno gdzie są twoi rodzice? 
- Dalej u Oli, powiedzieli abym się nie martwiła mają klucze i , że trochę może im zejść , a co zmęczona jesteś Zosiu ?
- No tak . 
- Dobrze, to ja pójdę przyszykować posłanie.
Dziewczyna poszła do pokoju i zaczęła przekładać różne koce i kołdry aż po jakiś 15 minutach szarpaniny zawołała Zosię
- Zosia! Zosia! 
- Tak ?!
- Chodź tutaj coś Ci pokażę !
Dziewczyna pobiegła do pokoju w , którym znajdowała się Lucyna.
- Tak ?
- Patrz to My w przedszkolu 
- O hahaha. Patrz na Moją minę 
- To wtedy co dałam Ci sok cytrynowy. Hahahaha
- To były czasy.
Dziewczyny do późna oglądały różne ciekawe zdjęcia, śmiały się i wspominały, aż zasnęły.
Następnego dnia obudził ich rumor z sąsiedniego pokoju, 
- Tadeusz mówiłam! Mówiłam , żebyś nie mówił takich rzeczy przy Oskarze !
- No ale kochanie
- No i co teraz?! No słucham?!
- Mamo? Tato ? Co się stało?
- Nie nic córeczko nic. Gotowe do wyjazdu ???
- Tak. Poczekaj już budzę Zosię.
Dziewczęta pomaszerowały do łazienki aby się odświeżyć i ubrać. 
20 minut później były już w drodze do cioci Marioli. Lucynka zastanawiała się jaki konkretny cel jest tej podróży ale nie dawała po sobie poznać , że coś jej nie gra. 
Droga się ciągła, ciągła i jeszcze raz ciągła. Nagle Lucyna zauważyła łzy w oczach przyjaciółki.
- Zosi co się stało ?
- Nie nic. 
- No mów mi tu !!! Ale już!!
- Nic przypomniało Mi się o Grzegorzu i o waszym pierwszym spotkaniu , szkoda Mi go. 
Skłamała.
- Aha.
Lucyna posmutniała.
Reszta drogi odbyła się w ciszy. Po dojechaniu na miejsce ciocia Mariola przywitała je gorąco i serdecznie. 
- Cześć Moje drogie. O Lucynko widzę , że przytyłaś.
Zażartowała ciocia. 
- Hehe. No jak widać.
- Dziewczynki idźcie na górę, muszę odbyć tu jedną poważną rozmowę z tatą Lucynki.
- Lucyna 
- Co?
- Jak myślisz o co chodziło Twojej mamie dziś rano i o czym będzie rozmawiać z nim twoja ciocia?
- Nie wiem ale to chyba dotyczy Oskara
Szeptały dziewczyny.
Po rozpakowaniu się zeszły na dół aby coś zjeść i wyjść na spacer z psem ciotki Marioli. 





Obecnie Zosia !
Jak bardzo się zmieniła w tak krótkim
czasie.





Przepraszam ale nie miałam możliwości dodawania postów. 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz