wtorek, 23 kwietnia 2013

Miłość Od Pierwszego Upadku IX

- Spark! Spark!
Wołały dziewczyny wielkiego kudłatego psa.
Szły tak z kilka minut, w miejsce gdzie pierwszy raz spotkali małego duszka Mateusza. 
- Zosiu?
- Tak?
- Czemu tam idziemy?
- Nie wiem. 
- Ah.
Doszli na miejsce. Ehhh te powycinane drzewa, ludzie niszczyli lasy a to nie raz, aby budować nowe miejsca rozrywki, nie szanując wcale natury.
Na czerwonym dachu, nowo zbudowanego budynku siedziała, dziwna postać patrząca się w niebo, spokojny wiatr , rozwiewał jej włosy, piękna pogoda, słońce i ciepło, nagle dziewczyna zerwała się z dachu zrobiła obrót w powietrzu i skoczyła na przeciw dziewcząt, z bardzo dziwacznym wyrazem twarzy. 
- Kim? Kim Ty jesteś? 
Zapytała Zosia gdyż Lucyna stała wystraszona i blada bez ruchu.
- Twoim koszmarem.
Dziewczęta pobladły, lecz Zosia nie dawała za wygraną.
- Ta jasne!! Idź straszyć kogoś innego!!
- Ha! Głupia! Postraszyć ?! 
- Lucynko nie przejmuj się, to jakaś wariatka. 
Dziewczęta próbowały przejść koło kobiety, która zachowywała się kretyńsko zdaniem Zosi , lecz dziewczyna stanęła zaraz na przeciw Lucyny, poruszała się tak zwinnie i szybko , że nie dało się zauważyć jak szybko zmienia swoje położenie. 
- Och Lucyna.
Powiedziała z grymasem kobieta.
- Coś się nie wyraźnie czujemy?! Ha!
- Zostaw nas w spokoju!!!
Jasnowłosa kobieta przejechała Lucynie po brzuchu i nagle dziewczyna upadła , a postać rozpłynęła się jak we mgle.
- Lucyna! Lucyna! Co się dzieje!?
- Pomocy (kaszel) 
Lucyna strasznie kaszlała, Zosia próbowała ją podnieść lecz, na
gdy dotknęła dziewczynę w miejscu bioder poczuła coś nieprzyjemnie, ciepłego, ręka Zosi była cała we krwi.
- Lucysia!!! Ty krwawisz (płacz)
- Pomóż
- Błagam trzymaj się sprowadzę pomoc !!!
Zosia pobiegła w las. Lucyna resztkami sił odwróciła się na plecy i patrzała w niebo, myśląc , że to jej ostatnie chwile. Mówiąc wciąż do Siebie, prowadząc nieustanny monolog, wspominała chwile z jej ukochanym oraz najlepszym przyjacielem, Lucyna  straciła przytomność, w tym czasie przybyła pomoc.

Dzień później...

- Lucynka jak się czujesz?
Odezwał się zatroskany głos matki.
- Dobrze mamusiu. Co , co z dzieckiem?
- Ehh...
Mama nie odezwała się i odeszła od łóżka swojej córki, Lucyna dotknęła brzucha, już nie czuła w środku małego ciała, czuła się pusta, nagle łzy przepełniły jej oczy, zrozumiała co się stało owego popołudnia w lesie.
- Lucynko!! Lucynko!! 
Podbiegła mała Agatka co wróciła nie dawno ze szkoły.
- Lucynko!! Kocham Cię !! Nie umieraj! proszę. 
- Agusia ona nie umiera słońce , wszystko w porządku 
- Zosia co się stało? Proszę powiedz mi.
- Gdy po kilku minutach przybiegłam z pomocą leżałaś nie przytomna i cała obryzgana krwią, poroniłaś (płacz), to moja wina!! nie powinnam się go słuchać (płacz)
- Nie płacz Zosiu. Powiedz Kogo?
- Flippy i Grzesiu, słyszałam ich, kazali mi cie przyprowadzić, tęsknią za tobą! Ale ta kobieta ja nic nie wiem (płacz)
- Grzesiu 
Powiedziała Lucyna i straciła przytomność , w chwil kilka do sali wpadli lekarze, wyprowadzili odwiedzających, zatrzaskując drzwi od sali.
- Zosiu! Zosi! Lucynka! Ona umrze (płacz)
- Nie, nie umrze Agatko spokojnie.

2 godziny później ...

W ciemnej sali numer 13, na łóżku leży młoda dziewczyna, która najpierw straciła przyjaciela a potem chłopaka, osobę, która była jej najbliższa, a teraz straciła dziecko, czym zawiniła?
Była wzorową uczennicą, dobrym dzieckiem, nigdy nie sprawiała kłopotów, czym zasłużyła sobie, na takie cierpienie?
Przy łóżku spała jej najlepsza przyjaciółka, wraz z matką, nie chciały jej opuścić ani na moment, nikt nie wie czy Lucyna jeszcze kiedyś się obudzi.


Shiro
Lat : 18
Jest to dziewczyna , która niegdyś
była opętana, przez to zwariowała.
Od kont uciekła z domu dla psychicznie
chorych. Nikt o niej nie słyszał, aż do teraz.


 C D N . . .

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Miłość Od Pierwszego Upadku VIII

W drzwiach stała rozpłakana Zosia.
- Lucyna! Wybacz! 
- Ale co Zosiu spokojnie. 



 Zosia nie odezwała się i wbiegła wtulając się w Lucynę.
Zapomniałam wspomnieć , że Zosia przefarbowała się dla tej nowo poznanej "osoby" w internecie na czerwień. 
- Ale powiedz , że Mi wybaczasz! Powiedz!
- Ale co?!
- Ty nie wiesz?
- Nie, nie wiem.
- To Mój tata prowadził te auto ciężarowe , co potrąciło Grzegorza.
- Co?! to ... Twwó ... j , Tata go Zabił ? (płacz)
- Ja nie wiedziałam , dopiero dziś się dowiedziałam , proszę wybacz Mi !!!
- Jja.. Jjaa :( Wybaczam.
- Dziękujee! Dziękuję!! Wybacz , że dopiero dziś przychodzę , nie wiedziałam z kim piszę , Norbert okazał się świnią! Nie chcę go znać , a kolor włosów niestety zostanie :( 
- Ale ładnie Ci! Wstań ze Mnie i napijemy się czegoś.
- Dobrze.
Dziewczyna udała się do kuchni a Zosia weszła do małego pokoju Lucyny. 
- Czego się napijesz?
- Herbaty z cytryną!
- Dobrzee!
Zosia zaczęła się rozglądać po pokoju i zobaczyła stertę rozwalonych zdjęć na biurku, wszystkie zdj. z wakacji ze szkoły , z Grzegorzem z Dawidem i grupowe było ich tak dużo. Lucyna zawołała ją dużego pokoju.
Zosia weszła i na jednym z krzeseł leżał różowy kocyk, ahhh. ten różowy kocyk
- Lucysia dalej go masz?
- Tak , dobre wspomnienia z nim mam.
Ahh tak dziewczęta zawsze jak było ciepło wychodziły na spacery rozkładały mały różowy kocyk i siadały na nim , rozmawiały godzinami o chłopakach, modzie, filmach po prostu o wszystkim. Zosia chwyciła kocyk i zaczęła się w niego wtulać, nie mal się rozpłakała.
- Zosia, Zosia, och ta zwariowana Zosia. Powtarzała Lucyna.
- Heh. wiem kochana wiem. A co tam wgl. u Oli i Oskara , widzę , że nikogo nie ma gdzie się wszyscy podziali.
- Ola dziś urodziła chłopczyka, małego słodkiego chłopczyka.
- Ah tak?! To super jak ma na imię?
- Dawid.
- Tak jak Flippy?
- Tak (uśmiechnęła się z zaszklonymi oczami)
Dziewczyny rozmawiały tak przez 2 godziny , Lucyna robiła Zosi fryzury , śmiały się wygłupiały, na twarzy Lucyny po raz pierwszy pokazał się uśmiech. Zrobiło się późno , Zosia musiała wychodzić do domu. Zosia wyszła i zaczęła kierować się do domu gdy nagle
coś strasznie zaczęło piszczeć jej w głowie, i usłyszała głos Flippiego
- Zosiu ! Zosiu !
- Aaaaa. kim Ty jesteś!?
- Flippiego Nie poznajesz?
- Czego chcesz?
- Zrobisz coś dla Mnie?
- Hem?
- Namów Lucynę aby przyjechała do Swojej ciotki. 
- Ale Ona jest w ciąży , nie może się przemęczać.
- Dobrze, ale chcę Ją zobaczyć.
- Zobaczyć?! Da się tak ?
- Tak. Powiedz Lucynie , że w lesie jest przejście , między dwoma wielkimi dębami, zaprowadź ją tam będę Ci wdzięczny.
- Dobrze.
Następnego dnia dziewczyna znowu odwiedziła swoją przyjaciółkę Lucynę.
- Cześć Zosia. Co tam ? 
- A dobrze. Wiesz dziś w nocy pomyślałam , może pojedziemy na weekend do Pani Marioli?
- Do Mojej zwariowanej ciotki?
- No tak.
- Czemu nie 
- Super. To ja polecę szybko się spakować i dziś może zostanę u Ciebie na noc ?
- Ale po co ?
- Pojechały byśmy jutro razem z rana
- No dobrze. 
- To za 30 minutek jestem.
Po chwili dziewczyny 
rozstały się, Lucyna weszła do pokoju aby spakować kilka przydatnych rzeczy. 
20 minut później...
Dziewczyny siedzą w salonie i czekają na rodziców Lucyny.
- To co powiesz Lucynko?
- A , że jakoś to się wszystko układa, chociaż strasznie Mi brakuje Grzegorza, jest Mi na prawdę ciężko.
- Rozumiem , ale pamiętaj zawszę masz Mnie. 
- Pamiętam kochana. A co Cię tak nagle podkusiło aby jechać do Mojej cioteczki ?
- A tak świeże powietrze, odpoczynek od zgiełku miejskiego.
- Hymm? coś za bardzo kombinujesz ale dobrze. 
- Jest już późno gdzie są twoi rodzice? 
- Dalej u Oli, powiedzieli abym się nie martwiła mają klucze i , że trochę może im zejść , a co zmęczona jesteś Zosiu ?
- No tak . 
- Dobrze, to ja pójdę przyszykować posłanie.
Dziewczyna poszła do pokoju i zaczęła przekładać różne koce i kołdry aż po jakiś 15 minutach szarpaniny zawołała Zosię
- Zosia! Zosia! 
- Tak ?!
- Chodź tutaj coś Ci pokażę !
Dziewczyna pobiegła do pokoju w , którym znajdowała się Lucyna.
- Tak ?
- Patrz to My w przedszkolu 
- O hahaha. Patrz na Moją minę 
- To wtedy co dałam Ci sok cytrynowy. Hahahaha
- To były czasy.
Dziewczyny do późna oglądały różne ciekawe zdjęcia, śmiały się i wspominały, aż zasnęły.
Następnego dnia obudził ich rumor z sąsiedniego pokoju, 
- Tadeusz mówiłam! Mówiłam , żebyś nie mówił takich rzeczy przy Oskarze !
- No ale kochanie
- No i co teraz?! No słucham?!
- Mamo? Tato ? Co się stało?
- Nie nic córeczko nic. Gotowe do wyjazdu ???
- Tak. Poczekaj już budzę Zosię.
Dziewczęta pomaszerowały do łazienki aby się odświeżyć i ubrać. 
20 minut później były już w drodze do cioci Marioli. Lucynka zastanawiała się jaki konkretny cel jest tej podróży ale nie dawała po sobie poznać , że coś jej nie gra. 
Droga się ciągła, ciągła i jeszcze raz ciągła. Nagle Lucyna zauważyła łzy w oczach przyjaciółki.
- Zosi co się stało ?
- Nie nic. 
- No mów mi tu !!! Ale już!!
- Nic przypomniało Mi się o Grzegorzu i o waszym pierwszym spotkaniu , szkoda Mi go. 
Skłamała.
- Aha.
Lucyna posmutniała.
Reszta drogi odbyła się w ciszy. Po dojechaniu na miejsce ciocia Mariola przywitała je gorąco i serdecznie. 
- Cześć Moje drogie. O Lucynko widzę , że przytyłaś.
Zażartowała ciocia. 
- Hehe. No jak widać.
- Dziewczynki idźcie na górę, muszę odbyć tu jedną poważną rozmowę z tatą Lucynki.
- Lucyna 
- Co?
- Jak myślisz o co chodziło Twojej mamie dziś rano i o czym będzie rozmawiać z nim twoja ciocia?
- Nie wiem ale to chyba dotyczy Oskara
Szeptały dziewczyny.
Po rozpakowaniu się zeszły na dół aby coś zjeść i wyjść na spacer z psem ciotki Marioli. 





Obecnie Zosia !
Jak bardzo się zmieniła w tak krótkim
czasie.





Przepraszam ale nie miałam możliwości dodawania postów. 






niedziela, 7 kwietnia 2013

Miłość Od Pierwszego Upadku VII

Już wydawało się , że będzie wszystko w porządku a tu wypadek, Grzegorza. 
- Jak To?! Jak to się stało?!
- Pan Fox jechał na motorze, czerwone światło wpadł pod samochód ciężarowy.
- Ale . Lucyna zrobiła się blada.
- Jest w krytycznym stanie w szpitalu.
Po skończeniu rozmowy , policjanci poszli a Lucyna wraz z Matką zaczęły się szykować do wyjścia by zobaczyć co z Grzegorzem w szpitalu. 
Dziewczyna była zrozpaczona, miała czarne myśli , całą drogę do szpitala, ciekły jej gorzkie łzy po policzku.
- Mamo . Powiedziała Lucyna zachrypniętym, rozpłakanym głosem
- Mamo a jeśli On nie przeżyje. Rozpłakała się jeszcze bardziej.
- Nie mów tak córciu , wszystko będzie w porządku , nie płacz już 
Pani Beata patrząc na swoją rozpłakaną córkę sama zaczęła płakać.
Po 30 minutach dojechali do szpitala.
Lucyna wbiegła do sali nr 34, o dziwo dziewczyny Grzegorz nie był podłączony do dużej ilości sprzętu, rozpłakana dziewczyna pobiegła do łóżka szpitalnego.
- Kochanie! Grzesiu! Powiedz coś  (płacz)
- (kaszel) tak, tak kochanie.
- Powiedz jak to się stało? 
Chłopak resztkami sił próbował się podnieść co chwile opadając w dół.
- Kochanie podasz Mi kurtkę , która leży tam na krześle w kącie sali , a raczej to co z niej zostało.
Dziewczyna wstała , wzięła do ręki zakrwawioną kurtkę i podeszła do ukochanego. 
- Pproszę.
Chłopak wziął kurtkę i zaczął grzebać po kieszeniach, po kilku minutach wyją małe czerwone pudełko i skierował się w stronę Lucyny 
- Kochanie chciałem to zrobić dziś wieczorem lecz już chyba nie dam rady 
Mówiąc te słowa wręczył dziewczynie pierścionek zaręczynowy.
- Nie kochanie , nie mów tak , wrócisz do zdrowia , będzie tak jak kiedyś , będziemy wychodzić za kilka miesięcy z naszym dzieckiem na spacery , nie rób mi tego ! zostań! nie odchodzi! 
- Lucyś , widzisz w jakim stanie jestem, oboje wiemy , że tego nie przeżyję, pamiętaj , że zawszę będę na Ciebie patrzał z góry, pamiętaj!
- Nie! proszę nie żegnaj się! Nie teraz błagam (płacz)
- Nie bój się skarbie , wszystko będzie dobrze, ale obiecaj Mi , że...
Chłopak nie zdążył dokończyć słowa , zamilkł , pobladł zakrztusił się chwilowo i opadł na poduszkę
- Nieee!!! błagam tylko nie to , błagam!!!
Dziewczyna rozpłakana wybiegła z sali Pani Beata weszła do sali i zobaczyła nie oddychającego , bez władnego leżącego chłopaka.
- Pomocy!! Lekarzaa! Krzyczała Pani Beata 
Nagle zrobił się hałas, drzwi sali zamknęły się , lekarze dobijali się do sali aż po 5 minutach udało się wejść do sali , chłopak leżał , nie oddychał , zasnął na zawszę. 
Lucyna załamała się , zostali jej tylko rodzice , brat i jego dziewczyna, nie miała nawet najlepszej przyjaciółki Zosi , kiedyś były nie do rozłączenia a teraz, ponoć poznała kogoś w internecie i teraz siedzi godzinami na czacie, nawet już ze sobą nie rozmawiają , dziewczyna już nie widziała dalszego sensu życia, nie dbała o siebie , nie wychodziła z domu , dotrzymywała jej towarzystwa tylko Ola. Ola , której niegdyś nie cierpiała , a teraz jest jej jedynym wsparciem. Ta smarkata Ola, która zawszę działa jej na nerwy.
Lucyna nie umiała wytrzymać , najpierw Dawid ( Flippy , jej przyjaciel ) teraz jej ukochany , tęsknota ,  ból , smutek , tylko te uczucia przepełniały delikatne serce Lucyny , zabijały ją od środka.
Pewnego dnia , smutny szary poranek , poczuła czyjąś obecność w Swoim pokoju , szybko się rozbudziła , przetarła swoje zmęczone od płaczu oczy i popatrzała na biurko , leżało tam zdj. z ostatniej wizyty u Dawida i zdj. z wakacji spędzonych razem z Grzegorzem.
Na odwrotach pisało "Nie płacz piękna, nie lubię jak płaczesz , wolę jak się wściekasz" i "Kochanie wszystko jest dobrze, nie płacz , pamiętaj , że zawszę na ciebie patrzę i nie umiem znieść gdy płaczesz" 
Dziewczyna usiadła blada na ziemi , zaraz po chwili do pokoju wbiegła Ola.
- Lucysiu! Lucysiu! Kochana! Wszystko w porządku ?
- Tak, tak , tylko zakręciło Mi się w głowie
- Ahh dob..
Dziewczyna nie skończyła i zamilkła 
- Olu co jest?
- Lu ... Lu.. Lucynka... Zawołaj twoją mamę niech zabierze mnie do szpitala , zaczęło się 
- Dobrze. 
Lucyna wstała w miarę szybko i poszła po swoją mamę 
- Mamo ! Chodź musimy jechać , Ola... Ola zaczęła rodzi..
Nie skończyła nim mama wybiegła z pokoju i pobiegła się ubrać , wraz z Lucyną podniosły Olę , zabrali do samochodu i popędzili do szpitala...
20 minut później znaleźli się w szpitalu , w trakcie przybiegł Oskar 
- Co się dzieje?!?!?!
- No co matole , właź na sale tam obok, Twoja dziewczyna rodzi!!!
Chłopak pobladł , podszedł do łóżka gdzie rozpłakana z bólu krzycząca , męczyła się na stole ginekologicznym , chłopak jeszcze bardziej pobladł zatoczył się i wylądował na podłodze. 
- Wynieście go ! Migiem !  Krzyczeli lekarze.
Po chwili Oskar nie przytomny wylądował u boku Swojej mamy.
1h później ... 
Ola wymęczona spała zaraz obok noworodka. 
Oskar siedział przy niej i czekał aż się obudzi...
15 minut później 
Ola otworzyła oczy i pierwsze słowa jakie powiedziała 
- Kocham Cię
- Ja Ciebie też
Rodzice Oli , wraz z rodzicami od Oskara siedzieli przy nim , oczywiście rodzice Oli nie byli zadowoleni gdyż ich córka miała tylko 15 lat i całe życie przed sobą i "zmarnowała je przez jakiegoś gnojka" jak to ujęli. 
- Oskarku ? 
- Tak Olciu? 
- Jak mu damy na imię?
Chłopak popatrzał się na Lucynę.
- Dawid , po prostu Dawid.
- Jak ładnie , Mi się podoba. 
Lucynie znowu zrobiły się szklane oczy , zasłoniła twarz rękoma i wyszła z sali.
Mówiąc do siebie w myślach, dlaczego Dawid ? O co mu chodzi? 
Dziewczynie znowu zrobiło się na prawdę smutno , że nie ma ich teraz z nią. Brakowało jej śmiechu Dawida , i szydzenia , jaka z niej kaleka, i mówienie "Hej Piękna" Grzegorza , roześmianej twarzy i namiętnych ust.
Ich obecność.
Nagle w głowie usłyszała trzy zmieszane głosy. Dawid? Grzesiu?
To Wy?
-Tak Piękna
- Tak kochanie.
- Boże tak za wami tęsknię (płacz)
- My za Tobą też!
Nagle głosy ucichły , za Lucyną wyszedł jej brat.
- Lucynka mam nadzieje , że nie jesteś na Mnie zła , prawda?
- Oczywiście , że nie . Ale po prostu przypomniał Mi się Dawid i..
- Wiem , że jest Ci ciężko ale zawszę masz nas , pamiętaj o tym .
- Dobrze, powiedz mamię , że jadę do domu, pojadę metrem jak coś.
- Dobrze, ale .. uważaj na siebie!
- Dobrze.
Dziewczyna po tych słowach wzięła różowiutki sweterek, narzuciła go na siebie i wyszła. 
Czekała na przystanku aż przyjedzie metro nr 06 , Lucyna uwielbiała jeździć metrem , ale jeździła nim żadnko , bo kursowało tylko po mieście więc , niedaleko swojego osiedla musiała już wysiąść. 
Przechodząc przed blokiem patrzała przed siebie i płakała, przypominały jej się dobre czasy z Zosią i Grzegorzem,
ustała tuż przed klatką Grzegorza, i zaczęła jeszcze mocniej płakać, w oknie była mama Grzegorza, ubrana cała na czarno z rozmazanym makijażem, biedna kobieta. 
Lucyna poszła dalej , doszła do klatki weszła do środka i zawołała windę , wysiadła na swoim piętrze , otworzyła drzwi i weszła do środka , łóżko , które było zaścielone było rozwalone. Dziwne pomyślała dziewczyna , spięła włosy , zaścieliła łóżko opadła na podłogę opierając się na łóżku i płakała. 
Dlaczego Mnie opuściliście? 
Zostawiliście samą? 
Tęsknie za wami.
Dziewczyna nie umiała powstrzymać łez , cały czas płakała.
25 minut później...
Dziewczyna uspokoiła się dosyć , cała trzęsąca się dziewczyna poszła do kuchni aby wziąć coś na nerwy. Gdy nagle ktoś zadzwonił do drzwi.


Przepraszam , że tak późno wracam do pisania historii ale byłam chora i nie miałam możliwości do napisania 7 partu. Ale już będę normalnie 1 part dziennie dodawała ^-^ Postaram się dla was. :)